Administrator strony, licealista, KSM-owiec od 2014 roku. Z zamiłowania muzyk, fascynuje się grafiką i fotografią.Współpracuje z Duszpasterstwem Młodzieży. ;)

Jak dobrze wiemy, że przeróżne wirusy i bakterię wywołują róże choroby. Lżejsze czy cięższe, ale doprowadzają nas do pewnego stanu. Czy wyobrażasz sobie, że mogą istnieć takie „wirusy „wiary, które doprowadzają nas do pogłębienia  i ukazania na nowo jej.

Po głębszym namyślę sądzę, że jest to naprawdę możliwe. W jaki sposób? Wyobraź sobie pewną sytuację. Rozmawia dwóch kolegów, jeden z nich udzielający się we wspólnocie, drugi zaś chłopak nie uczęszcza do kościoła (oczywiście wszystkie sakramenty przyjęte – „no bo tak to wypada”). Mówią o byłym chłopaku siostry jednego z rozmówców. Chłopak zdradzał ją i ją źle traktował.

-Muszę coś wymyślić. Przecież wiesz jak on potraktował ją. Oko za oko ząb, za ząb.

-Ale to jest bezsensu.-mówi drugi- Przecież zemstą nic nie zdołasz, a sam możesz ponieś konsekwencje.  Wiesz co, pewien człowiek powiedział kiedyś: żeby miłować swoich nieprzyjaciół i modlić się za nich. Może wydawać Ci się głupie, ale spróbuj.

Ukazana wyżej historia jest tylko pewnym przykładem świadectwa – jednego z wirusów „wiary”, który powinien pokazywać prawdziwego chrześcijanina. Kolejnymi wirusami mogą być adoracja, rekolekcje, jakieś szczególne zdarzenia czy w wyjazdy typu Lednica, ŚDM. Wszystko to ma prowadzić do wzmocniania w nas wiary, do zarażenia się wiarą i życia nią.

A ty jakiego masz wirusa „wiary”? 😀

PS.1. Przykład pochodzi z dzisiejszej ewangelii (Mt 5, 38-48)

PS.2. Zapraszam Cię do obejrzenia poniższego filmiku 😉