redakcja@wzrastanie.elk.pl

Moje świadectwo jest nietuzinkowe, niepowtarzalne i bardzo niezrozumiałe dla mnie . Zaczęło się od śmierci bliskiej mi osoby. Zamknąłem się na świat i na innych ludzi, nie mogłem się z tym pogodzić. Do tego doszło wielokrotne odrzucenie ze strony potencjalnych kandydatek na dziewczynę ( z czego teraz się śmieje głośno jak o tym myślę 😀 ), ale wtedy była to dla mnie katastrofa na miarę zaginięcia samolotu malezyjskich linii lotniczych. Uczucie beznadziejności, smutku i odrzucenia narastało we mnie do tego stopnia, że wpadłem w depresje ( z dodatkiem nerwicy lękowej). Ale nie mogłem przestać robić dwóch rzeczy, modlić się i trenować, czasem nawet do takiego zmęczenia ciała że nie mogłem normalnie chodzić. Pewnego dnia poznałem osobę, która wprowadziła mnie do KSM-u i nie żałuje że pomogła mi wstać z przysłowiowej kanapy i działać we wspólnocie ludzi wierzących. Przez to poznałem wiele wspaniałych osób, przeżyłem masę wspomnień. Ale niestety, depresja ciągle we mnie siedziała i narastała do tego stopnia, że musiałem iść do psychologa za co moja mama mi dziękowała, bo poprosiłem o pomoc, a nie zrobiłem czegoś głupiego. Pani psycholog mi pomogła, nakierowała mnie, ale nie wyleczyła, bo depresji nie da się wyleczyć można ją powstrzymać pracą nad sobą i stawianiem sobie w życiu celów czy idei jak: Służyć Bogu i ojczyźnie, mieć honor i szanować rodzinę oraz przyjaciół. Przez to że dostaję tzw. kopniaki od Boga rozumiem, że nie można się poddawać i tracić wiary bo jest źle i tragicznie. W takich sytuacjach przypominam sobie mojego dziadka, któremu w wieku 8 lat spalił się dom w zimę podczas drugiej wojny światowej. TO BYŁ PROBLEM!!! Dlatego chciałem też podziękować Bogu, że nie dał mi zbłądzić i prowadzi mnie zawsze i wszędzie oraz robi w moim życiu niezwykłe rzeczy.

Maciek