redakcja@wzrastanie.elk.pl

Maryjo, Twój jedyny Syn oddał już ostatnie tchnienie. Jego święte ciało spoczywa bezwładnie w Twoich ramionach. Chcesz Go utulić, pomimo tego, że jego usta już nie nauczają, dłonie nie przemieniają wody w wino, a stopy nie chodzą po tafli jeziora. On umarł na krzyżu, aby ostatecznie położyć kres śmierci. Wszystko, co miał uczynić dla zbawienia ludzi dokonało się. Ty widzisz w Nim nie tylko Zbawiciela, ale też swoje ukochane dziecko. Maryjo, jakże wielkie musiało być Twoje cierpienie! Przecież przy zwiastowaniu archanioł Gabriel obiecał ci radość. Czy właśnie tak ma ona wyglądać? Dlaczego się nie buntujesz?

Nie buntujesz się, bo miłość napełnia Cię siłą. Czasem to właśnie pokora jest jej największym przejawem. Pamiętasz, że Jezus powiedział ojcu umierającej dziewczynki „Nie bój się, wierz tylko!”. Teraz ty również stałaś się adresatem tych słów. A ja tak często nie mogę zaakceptować trudności w życiu, nawet tych niewielkich. Zastanawiam się nad rozwiązaniem problemu, zadręczam się pytaniami o przyczynę, a przecież wystarczy uwierzyć i strach przeminie. Maryjo, naucz mnie odbierać cierpienie tak jak Ty je przyjmujesz- bez cienia buntu i protestu.

Najświętsza Matko, dłonie i stopy Chrystusa zostały przebite za wszystkie grzechy ludzkości. Ja też czasem czuję się, jakby świat chciał mnie ukrzyżować. Nieprzychylne słowa tak jak włócznia przebijają mój bok i ranią serce. Wątpię, załamuję się i wewnętrznie umieram. Ale Ty, Maryjo, mnie nie zostawiasz. Bierzesz mnie w ramiona tak samo jak Jezusa, spoglądasz na mnie z miłością z jaką tylko matka może patrzeć na swoje najdroższe dziecko. Nie pozwalasz mi opaść na dno, pomimo tego, że być może ja już się poddałem i nie mam siły dalej walczyć. Przez miłość do Syna umiłowałaś i mnie, jeszcze jeden raz, bez negacji przyjmując Jego słowa: „Niewiasto, oto syn twój”. Stałaś się Matką nas wszystkich.

Maria Kamińska