redakcja@wzrastanie.elk.pl

Pan Jezus oddaje swego ducha w ręce Ojca. „Wykonało się”- słychać. Plan miłości został już wypełniony. Jego konanie powinno wzruszyć nawet najbardziej twardego człowieka. Jego przyczyną jest grzech każdego z nas popełniony świadomie i dobrowolnie. Ostatnie słowa do Matki, spojrzenie w jej stronę. Ciche westchnienia i słowa do Jana. Odtąd Maryja za Matkę jest dana każdemu człowiekowi.  Z przebitego włócznią boku Jezusa wypływają krew i woda. Po wielu godzinach męki spełniają się proroctwa. Jezus umiera za nas   i dla nas. Nastaje godzina miłosierdzia. Dokonuje się dzieło naszego zbawienia. Jezus wypełnił  zadanie. To, dla którego przyszedł na świat i dla którego Maryja poświęciła całe swoje życie.

„Nikt z nas nie żyje dla siebie i nie umiera dla siebie” – przypomina św. Paweł Apostoł. Trudno jednak mówić o śmierci tym, którzy nie przyjmują jej jako elementu życia. Nie rozumieją, że to tylko etap, który każdy z nas przechodzi. My, ludzie wiary, wierzymy  w nieśmiertelność. My, ludzie wiary, nie umieramy w samotności. Ciało może zostać zabite, ale Jezus Chrystus obiecał swoim wyznawcom życie wieczne. Nad dzisiejszym światem jakże często zapada mrok. Szerzy się kultura śmierci. Jakże wielu ludzi zatraciło sens swojego życia! Nie widzą perspektyw, zamykają się w sobie. Uciekają od Boga, a także od drugiego człowieka. Samotność, lęk, depresja, obłęd – to choroby współczesności. Choroby, z którymi zmaga się coraz więcej ludzi. Tymczasem miłosierdzie Boże jest najlepszą receptą na wszystkie bolączki tego świata. Dobrze byłoby zanurzyć się w tym miłosierdziu i doświadczyć Go w swoim życiu.

Pan Jezus tak bardzo miłuje każdego z nas, że nawet gdyby tylko jeden człowiek zgrzeszył, zdecydowałby się na śmierć za niego, by uzyskać dla niego odpuszczenie grzechów  i umożliwić zbawienie. Być może ktoś mógłby pomyśleć, że szkoda Jego życia. Tak wiele pożytecznych rzeczy czynił, a teraz wszystko się skończyło.  Tyle osób mógł jeszcze uzdrowić, nakarmić, wskrzesić, a jednak został powstrzymany przez złą wolę ludzi.  Wszyscy pamiętali,    że kiedy wędrował z uczniami zawsze ich wyprzedzał i się spieszył. A teraz jego ciało wisi na krzyżu bez tchnienia, bez życia, bez ruchu. Jednak to nie jest prawda. On nie dał się zatrzymać. Przekroczył próg śmierci i dalej poniósł swoją Ewangelię nadziei.

Każdego dnia, świadomie przyjmując dar bezkrwawej ofiary w Eucharystii, powinniśmy być Bogu wdzięczni, że Jego odkupienie dało nam życie. Niech tajemnica śmierci prowadzi nas do głoszenia, że Pan żyje!

Faustyna Mosiej