redakcja@wzrastanie.elk.pl

Zanim przyjechałam na rekolekcje, byłam bardzo samotna. Próbowałam zwracać na siebie uwagę charakterystycznym wyglądem i zachowaniem, które w rzeczywistości mało wspólnego miało z tym, kim jestem naprawdę. Brnęłam w to tak daleko, że zaczęłam powoli zapominać prawdziwej siebie.
Miałam nadzieję, że czas spędzony w Chełchach pomoże mi to uporządkować. Na początku czułam się tu dość niekomfortowo. Włóczyłam się sama, licząc, że coś się stanie i będę mogła wrócić wcześniej do domu.  Czas wolny spędzałam sama na korytarzu lub w pokoju, a na zajęciach siedziałam z boku i odzywałam się tylko gdy było to absolutnie konieczne. Prosiłam Boga o pomoc, bo sama bałam się wychodzić do ludzi.
I wtedy oni zaczęli wychodzić do mnie.
Zauważyłam, że otacza mnie mnóstwo ludzi, którzy szanują mnie taką jaką jestem, bez zbędnego udawania. Ludzi od których już z daleka bije miłość i dobro, którzy gotowi są podzielić się uśmiechem i dobrym słowem. Ludzi pełnych Bożej miłości i radości. Powoli zaczęłam otwierać się i zżywać z nimi. Starałam się udzielać się na pracy w grupach, odważyłam się śpiewać, byłam dumna że mogę wielbić z nimi Boga.
Myślę, że przepiękna Adoracja i Droga Krzyżowa zmieniły coś we mnie. Jeszcze nie wiem co to, ale czuję się trochę innym człowiekiem.  „Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem.” (2 Kor 5,17)
Podczas rekolekcji, a szczególnie podczas konferencji, zrozumiałam też, że nie muszę robić z siebie „żywej choinki” ani panienki na pokaz, żeby znaleźć przyjaciół, a może nawet „tego jedynego”,  księcia na białym koniu… bo przecież „Samo Ciało to za mało”!