redakcja@wzrastanie.elk.pl


Warning: curl_init() has been disabled for security reasons in /profiles/p/pa/par/parafiaruciane/effatha.c0.pl/wp-content/plugins/kiwi-social-share/includes/frontend/social-buttons/class-kiwi-social-share-social-button-google-plus.php on line 39

Warning: curl_setopt() has been disabled for security reasons in /profiles/p/pa/par/parafiaruciane/effatha.c0.pl/wp-content/plugins/kiwi-social-share/includes/frontend/social-buttons/class-kiwi-social-share-social-button-google-plus.php on line 40

Warning: curl_setopt() has been disabled for security reasons in /profiles/p/pa/par/parafiaruciane/effatha.c0.pl/wp-content/plugins/kiwi-social-share/includes/frontend/social-buttons/class-kiwi-social-share-social-button-google-plus.php on line 41

Warning: curl_setopt() has been disabled for security reasons in /profiles/p/pa/par/parafiaruciane/effatha.c0.pl/wp-content/plugins/kiwi-social-share/includes/frontend/social-buttons/class-kiwi-social-share-social-button-google-plus.php on line 42

Warning: curl_setopt() has been disabled for security reasons in /profiles/p/pa/par/parafiaruciane/effatha.c0.pl/wp-content/plugins/kiwi-social-share/includes/frontend/social-buttons/class-kiwi-social-share-social-button-google-plus.php on line 43

Warning: curl_setopt() has been disabled for security reasons in /profiles/p/pa/par/parafiaruciane/effatha.c0.pl/wp-content/plugins/kiwi-social-share/includes/frontend/social-buttons/class-kiwi-social-share-social-button-google-plus.php on line 44

Warning: curl_exec() has been disabled for security reasons in /profiles/p/pa/par/parafiaruciane/effatha.c0.pl/wp-content/plugins/kiwi-social-share/includes/frontend/social-buttons/class-kiwi-social-share-social-button-google-plus.php on line 45

Warning: curl_close() has been disabled for security reasons in /profiles/p/pa/par/parafiaruciane/effatha.c0.pl/wp-content/plugins/kiwi-social-share/includes/frontend/social-buttons/class-kiwi-social-share-social-button-google-plus.php on line 46

 

 

Kiedy widzę podejście rozmaitych osób do św. Franciszka, natychmiastowo pojawia mi się nietypowe skojarzenie z Tłustym Czwartkiem… Przejedzenie pączkami z pudrem czy lukrem skutkuje niemiłymi wspomnieniami i mdłościami na sam widok słodyczy. Niestety podobnie czynimy z postacią świętego Franciszka z Asyżu. Infantylnie lukrujemy młodego chłopaka, podkreślając jedynie jego zamiłowanie do przyrody i zwierząt. W pamięci zapisane mamy fragmenty opowieści z życia świętego dotyczące głównie spotkania z wilkiem. Czasem wspominamy jego postać podczas budowania szopek bożonarodzeniowych. Wciąż niestety – jak w wielu przestrzeniach naszego życia – pozostajemy na tej pierwszej, zewnętrznej płaszczyźnie, nie szukając istoty, intencji, która daje się jedynie częściowo poznać przez te przykładowe zewnętrzne znaki. Każdy święty – zanim został osłodzony przez pisarzy i malarzy – miał swoją konkretną historię, realną drogę dojrzewania do świętości. O niezwykłej wartości świętego Biedaczyny z Asyżu dla całego Kościoła świadczy między innymi papież Leon XIII, który w XIX wieku postawił Franciszka za wzór życia, pisząc że do odrodzenia świata wystarczy odnowić wszystko w duchu świętego Ojca.
Jak więc możemy sięgnąć do serca prawdziwego Franciszka? Weźmy do ręki pisane przez niego modlitwy i listy, odważmy się zdrapać zaschły lukier, zdmuchnąć cukier puder, by odkryć Prawdziwą i Jedyną Słodycz, która rozgrzewała wnętrze młodego Bernardone.
Początkowo młody zawadiaka, korzystający z uciech życia, dał się wkrótce ogarnąć łasce Najwyższego, stając się duchowym ojcem dla wielu tysięcy osób, pragnących tak jak on stać się jedno z Ukrzyżowanym. W tym miejscu zachęcam do zapoznania się z biografią świętego z dobrego, franciszkańskiego źródła (polecam brata Tomasza z Celano (), bo dopiero na tym fundamencie będziemy mogli zgłębiać dzieje duszy tego wielkiego Mistrza Duchowego, Pierwszego Stygmatyka Kościoła, którego sam Chrystus uczynił Swoim Bratem. Całe życie Franciszka jest bowiem nieustanną metanoią – to nie jednorazowe nawrócenie, ale stały proces, styl życia, który doprowadził go do tak wielkiej świętości.
Mówiąc o niezwykłych osobach, nie bójmy się używać wielkich słów. Franciszek to prawdziwy Mistyk, który sercem nieustannie był złączony z Bogiem i trwając w tej jedności potrafił być blisko z braćmi i wszystkimi, do których został posłany. Święty twardo stąpał po ziemi. Jego życie pokazuje konkretną pracę nad samym sobą, począwszy od prostych słabości dnia codziennego, aż do wielkich duchowym zmagań w mistycznym zjednoczeniu z Bogiem. Ewangelia stała się dla niego regułą i fundamentem życia. Trzeba nam pamiętać, że czasy Franciszka bardzo różniły się od tych, które pamiętamy. Nawet sam papież, do którego Franciszek udał się z prośbą o zatwierdzenie Reguły życia powiedział, że nie da się tego wiernie zachować, choć tekst jaki przedłożył Biedaczyna to… zbiór zdań wyjętych z Ewangelii! Można się o tym przekonać otwierając tekst I Reguły.
O co chodzi jednak z tą franciszkańską miłością przyrody? Franciszek był bardzo inteligentnym człowiekiem, niezwykle sprytnym i jednocześnie wrażliwym. Kiedy patrzymy na prezent otrzymany od kogoś bliskiego od razu staje nam przed oczyma konkretna osoba, za którą być może tęsknimy, z którą związane są piękne wspomnienia. Tak samo było w przypadku Franciszka. Otaczający go świat był dla niego drugą Księgą, z której czytał i poznawał Boga. Skoro stworzenie jest takie piękne, to o ileż bardziej musi być doskonały Ten, który to wszystko zaprojektował! Skoro stworzył to wszystko dla człowieka, to jak bardzo musi go kochać! Budząc do życia to wszystko, co stworzył, pokazał, że dla wszystkich jest Ojcem, Bogiem bliskim człowiekowi, który zaprasza do intymnej relacji cały świat. To doświadczenie ojcostwa było bardzo mocne w życiu świętego. Stąd więc wszystko, co było na świecie stało się dla Franciszka Bratem i Siostrą, bo całą swoją istotą prowadziło do Osoby Boga Ojca. Przypominało, że Bóg nie jest piękny, bo On „JEST PIĘKNEM”, nie jest dobry, ON JEST „DOBREM, NAJWYŻSZYM DOBREM, JEDYNYM DOBREM”! Dobro, Piękno, Miłość, Łagodność, Mądrość… – to imiona Pana. (( „Uwielbienie Boga Najwyższego”, św. Franciszek z Asyżu). W tym rozumieniu także Chrystus stał się dla niego Bratem, Centrum Życia jako Pośrednik pomiędzy Bogiem a człowiekiem.
Oprócz Księgi Pisma Świętego i Księgi Stworzenia, które czytał codziennie, miał jeszcze inne, z których uczył się wszystkiego. Nauczycielkami tymi był żłóbek, tabernakulum i krzyż. Tutaj uczył się być minoritas – małym, gotowym do służby, tu nauczył się umiłowania pokory i ubóstwa, które stały się nie celem, ale jego przyjaciółkami, konsekwencjami wynikającymi z Miłości. Nie mówił jednak tylko o zewnętrznej formie zachowywania tych cnót, ale głównie zwracał się ku wnętrzu, podkreślając, że ktoś ubogi to taki, który „się nie denerwuje i nie gniewa na nikogo”, kto cierpliwie znosi uwagi, oskarżenia ze strony innych i pragnie czynić im dobrze ze względu na Boga. Wszystkie te księgi odczytywał w Kościele, z Kościołem i dla Kościoła, który nazywał swoją Matką. Powtarzał, że chciałby być „położony pod stopy Świętej Matki, Kościoła”. Z tym również wiązał się ogromny szacunek do kapłanów, jako do tych, którzy zostali wybrani, aby przynosić nam Chrystusa, rodzić Go dla nas codziennie na Ołtarzu oraz rozkochanie się w Eucharystii będącej najwyższym punktem zjednoczenia się z Bogiem. Dowodem na to są jego słowa skierowane do braci: „Błagam was o uszanowanie Krwi i Ciała Pańskiego.”
Praca dla Franciszka była niezwykłą łaską i wpisywała się w ducha ubóstwa, pomagając zwalczać złe skłonności człowieka, uszlachetniać jego działania i stawać się kolejną przestrzenią modlitwy. Francesco – jak wołali na niego koledzy- modlił się również tym, co w danej chwili wykonywał w taki sposób, by utrzymywać się z pracy własnych rąk. Jednoczył się w Bogiem w czasie pracy, niezależnie od tego, co robił i gdzie się znajdował.
Każde powołanie niesie w sobie również posłanie, by iść i dawać świadectwo temu, Komu się zawierzyło i temu, w co się uwierzyło. Całe życie Franciszka była wielkim, niemym kazaniem. Nie potrzeba było wielu słów. Wyszydzany, wytykany palcami… Dla współczesnych sobie początkowo był znakiem niezrozumienia. Z czasem jednak ludzie przekonali się, że ta Pani Bieda, z którą się zaprzyjaźnił zaprowadziła go do spotkania z „Miłością, która nie jest kochana”, z Bogiem, który stał się jego największym szczęściem.
Jego pokutne życie pozwalało mu skupić się na tym, co w życiu najważniejsze. Oczyszczając swe wnętrze z ziemskich przywiązań wzrastał w radości doskonałej, o której często opowiadał braciom. Nie polegała ona na zwykłej wesołkowatości, czy ciągłym żartowaniu, choć i tego młodemu Bernardone nie brakowało (. Stan radości doskonałej to przede wszystkim głębokie powierzenie się Bogu, zaufanie nawet w trudnościach, przede wszystkim wtedy, kiedy nie idzie tak, jakbyśmy tego pragnęli. Franciszek pisząc traktat o radości doskonałej podaje piękny przykład jak znosić doświadczenia ze strony braci. Święty jednak kończy tę opowieść w taki oto sposób: „Powiadam ci: jeśli zachowam cierpliwość i nie rozgniewam się, na tym polega prawdziwa radość i prawdziwa cnota, i zbawienie duszy.”
Wszystkie te piękne cnoty, które jak pąki kwiatów rozwijały się w życiu Franciszka, wydając woń świętości korzystały z bardzo dobrego nawozu, jakim było franciszkańskie fraternitas. W tym braterstwie każdy z braci jest niezwykłym darem, niosącym w swoim wnętrzu prawdziwie żyjącego Boga. Nie ma tu miejsca na żaden różnice pomiędzy ludźmi – wszyscy są równi, a ten, który stoi na czele wspólnoty jest przede wszystkim sługą i ma poczytywać sobie tę służbę za wielki zaszczyt i łaskę. W takim rozumieniu życia wspólnotowego, gdzie jedno dla drugiego jest darem i zadaniem jednocześnie pięknie wyjaśnia franciszkowe powiedzenie, że to „Pan dał mi braci.”
Niemożliwe jest, by tak wielki święty nie zgłębiał tajemnicy życia Maryi. Zawsze odkrywał Ją jako Matkę Boga i Matkę każdego z nas. Warto tutaj przytoczyć słowa jego modlitwy skierowanej do Niepokalanej: „Bądź pozdrowiona, Pałacu Jego, Bądź pozdrowiona, Przybytku Jego, Bądź pozdrowiona, Domu Jego, Bądź pozdrowiona, Szato Jego, (…) Służebnico Jego…”
Biedaczyna z Asyżu uczy nas jeszcze jednej, bardzo ważnej rzeczy. Tak naprawdę znajdziemy w tekstach franciszkańskich jedynie jedną jego modlitwę prośby, która w dodatku dotyczy darów duchowych: „daj prawdziwą wiarę, niezachwianą nadzieję i doskonałą miłość”. Ten Mistrz Życia Duchowego pokazuje nam, że całe nasze życie modlitwy powinno być przepełnione dziękczynieniem i uwielbieniem, bo Bóg, który jest naszym Dobrym Ojcem, zna wszelkie inne nasze potrzeby i nigdy nie dopuści by stała nam się jakakolwiek krzywda.
Poznając Świętego z Asyżu nie można poprzestać tylko na zewnętrznych znakach. Szukajmy istoty, głębi tego, co po sobie pozostawił, a zapewne nie rozczarujemy się. Niech zrodzi się w naszych sercach pragnienie, by otworzyć tę niesamowitą księgę jego życia i znaleźć dobre wskazówki do wykorzystania na drodze walki o własną świętość.
Franciszku, który nigdy nie zatrzymywałeś wzroku na sobie, ale zawsze kierowałeś go ku Bogu, Biedaczyno, który jesteś znakiem, że zewnętrzne dobra mają być jedynie narzędziami w codziennym życiu, Młody Poszukiwaczu Miłości, który znasz pragnienia naszych serc, ich potrzeby i najskrytsze tęsknoty – MÓDL SIĘ ZA NAMI!
Paulina Okła